W 1799 roku świat obiegła wiadomość o chłopcu, który przez lata żył samotnie w lesie we Francji. Nie znał ludzi. Nie znał słów. Nie znał dotyku troski. To był Victor z Aveyron – dziecko wychowane bez języka, bez kontaktu, bez środowiska.
Pod opiekę wziął go lekarz Jean Itard, który z niezwykłym zaangażowaniem próbował nauczyć go mówić, pisać, rozpoznawać emocje i budować relacje. Choć Victor nigdy nie nauczył się języka w pełni, jego historia zmieniła sposób, w jaki świat myślał o wychowaniu.
A gdyby Victor trafił do nas dziś?
Co zrobiłby nauczyciel Montessori, mając przed sobą dziecko jak Victor? Zacząłby nie od pytań: „Czego nie umiesz?”, ale od: „Na jakim jesteś etapie?” Bo Maria Montessori nauczyła nas, że dziecko rozwija się etapami, przechodząc przez tzw. okresy wrażliwości – czyli szczególne fazy, w których jego umysł i ciało są naturalnie nastawione na przyswajanie określonych umiejętności.
Czym są okresy wrażliwości?
To krótkie, intensywne momenty w życiu dziecka, kiedy jego rozwój w danym obszarze przebiega błyskawicznie, lekko, niemal bezwysiłkowo. Montessori wyróżniła m.in. okresy wrażliwości na:
– porządek,
– ruch,
– rozwój społeczny,
– język,
– małe przedmioty,
– rozwój sensoryczny.
To właśnie dlatego małe dziecko potrafi przyswoić język ojczystybez lekcji, podręczników i korepetycji – po prostu, chłonąc go jak gąbka.
A co, jeśli ten okres minie?
Maria Montessori pisała o tym z wielkim naciskiem:
„Jeśli dziecko nie otrzyma odpowiednich bodźców w okresie wrażliwości, trudność w ich późniejszym przyswajaniu może być nie do pokonania.”
I tu właśnie wraca do nas historia Victora. Nie dlatego, że był „dziki”, ale dlatego, że jego okresy wrażliwości minęły w milczeniu i samotności. Nie słyszał języka w wieku 1, 2, 3 lat. Nie miał wzorca mowy. Nie uczył się przez relacje.
Dlatego, mimo ogromnych wysiłków Jeana Itarda, nigdy nie nauczył się mówić.
Victor jako smutny dowód… i wielka lekcja
Victor z Aveyron stał się – nieświadomie – żywym dowodem na istnienie okresów wrażliwości.
Jego historia jest dramatyczna, ale też potrzebna. Pokazuje, jak ogromną rolę odgrywa środowisko, w którym dziecko dorasta – i jak tragiczne mogą być skutki jego braku. Montessori nie znała go osobiście, ale doskonale znała jego historię.
Wiedziała, że brak odpowiedniego otoczenia w kluczowym momencie może zamknąć pewne drzwi na zawsze.
Co to znaczy dla nas – dziś?
To przypomnienie, że nie wystarczy „czekać, aż dziecko dorośnie” – bo rozwój nie dzieje się liniowo. Czasem okno się otwiera… i zamyka.
Dlatego:
- Kiedy dziecko zaczyna „bawić się literami” – to jest moment na pisanie.
- Kiedy wpatruje się w rytm, porządek, zasady – to moment na samodzielność.
- Kiedy bawi się dźwiękami i powtarza słowa – to moment na rozwój językowy.
Nie chodzi o przyspieszanie. Chodzi o uważność.
Victor nie nauczył się mówić. Ale nauczył nas słuchać.
To jedna z najcenniejszych lekcji, jakie może nam dać historia edukacji. Montessori wzięła ją sobie do serca – i uczyniła z niej fundament swojej metody. Obserwuj dziecko. Odpowiadaj na jego potrzeby w odpowiednim czasie. I zaufaj, że rozwój wydarza się wtedy, gdy dziecko jest gotowe, a nie gdy dorosły jest zaplanowany.
Jeśli jeszcze nie znasz historii Victora i Jeana Itarda – koniecznie przeczytaj nasz pierwszy wpis:
???? Dzikie dziecko z Aveyron” <klik>
A jeśli ten temat Cię poruszył – podziel się refleksją w swoich social mediach i przekaż ten wpis dalej.




